Zwycięski bój pod Cebrem

Witamy w Cebrze
- Historia budowy Pomnika w Cebrze
- Witold Józefowski "Miś" - wspomnienia dowódcy plutonu uderzeniowego
- Michał Mandziara "Siwy"
- Kazimierz Dominik ps. "Korsarz" - wspomnienia uczestnika bitwy
Pomnik Żołnierzy Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich

W miejscowości Ceber, gmina Bogoria Staszowska został zbudowany pomnik upamiętniający żołnierzy Armii Krajowej 2 pp. Leg., którzy walczyli z niemieckim okupantem w akcji "Burza" i polegli dnia 4 sierpnia 1944 roku:
- por. Hamerski Adam ps. "Babinicz", który został pochowany na cmentarzu w miejscowości Szumsko,
- podchor. Szymalski Leon ps. "Sęp", pochowany na cmentarzu w Koprzywnicy
Pomnik został zbudowany przez żołnierzy AK 2 pp. Leg. Koło Sandomierz dnia 10 maja 1991 roku:
- Duma Stanisław ps. "Topola", placówka Sandomierz, zam. Nadbrzezie
- Polit Bronisław ps "Grom", placówka Obrazów, zam. Żurawica
- Bednarz Marian ps. "Sosna", placówka Koprzywnica, zam. Sandomierz
- Dominik Kazimierz ps. "Korsarz", placówka Obrazów, zam. Żurawica
- Wójcik Wacław ps. "Akacja", placówka Koprzywnica, zam. Tarnobrzeg
- Piasta Marian ps. "Hultaj", placówka Samborzec, zam. Skotniki
Odsłonięcie i poświęcenie pomnika odbyło się podczas uroczystości dnia 27 lipca 1991 roku o godz. 13. (Zobacz film)
Tablica upamiętniająca Żołnierzy Batalionów Chłopskich
Tablica ufundowali żołnierze Armii Krajowej Koła 2 pp. Leg. Sandomierz, która została umieszczona dnia 20 kwietnia 1993 roku na pomniku Armii Krajowej w miejscowości Ceber gm. Bogoria Staszowska.
Żołnierzom Batalionów Chłopskich z placówki Ceber, którzy zostali zamordowani przez oprawców niemieckich dnia 5 sierpnia 1944 roku w ramach represji:

Grób na cmentarzu w Kiełczynie
- kapr. Józef Kućma ps. "Jodła" ur. 1914 r.
- szer. Walenty Kućma ps. "Brzoza" ur. 1923 r.
- szer. Józef Gawlik ps. "Skała" ur. 1923 r.

Żona Józefa Kućmy z prawnuczką
Fundatorzy:
- Bednarz Marian ps. "Sosna", placówka Koprzywnica, zam. Sandomierz
- Dominik Kazimierz ps. "Korsarz", placówka Obrazów, zam. Żurawica
- Wójcik Wacław ps. "Akacja", placówka Koprzywnica, zam. Tarnobrzeg
- Piasta Marian ps. "Hultaj", placówka Samborzec, zam. Skotniki
- Drzałowski Zygmunt PS. "szyszka", zam. Koprzywnica
- Kiliański Jan PS. "Pliszka" zam. Sandomierz, ul. Kazimierza Wielkiego
- Piwowarski Mieczysław PS. "Grad", zam. Lenarczyce gm. Obrazów
Zanotował żołnierz AK 2 pp. Leg. Bednarz Marian, zam. Sandomierz, ul. Kazimierza Wielkiego 27
Darczyńcy, ludzie wielkiego serca, którzy przyczynili się do budowy Pomnika w Cebrze:
- Mieczysław Paterek, Dyrektor Przedsiębiorstwa "MOSTY" w Sandomierzu:
podarował głaz, własnym transportem dostarczył do Cebra i umieścił na postumencie - Longin Bokwa, Dyrektor Kopalni Dolomitów S.A. w Sandomierzu:
przekazał kamień do budowy fundamentów Pomnika i własnym transportem dostarczył do Cebra - Dyrekcja Cementowni "Ożarów" dostarczyła cement potrzebny do budowy Pomnika
- Urząd Gminy w Bogorii zezwolił na budowę Pomnika i dał możliwość wyboru jego lokalizacji
Wojenny czas, partyzancki szlak
Spotkanie po latach - dowódca Witold Józefowski "Miś", żołnierz Kazimierz Dominik "Korsarz"
Rozpoczęła się Akcja "Burza". Pewnego dnia po apelu porannym batalionu, który przeprowadził kpt. Mandziara ps. "Siwy" (w tym czasie był szefem sztabu 2pp. Leg.) po przeglądzie powiedział takie słowa: "Ochotnicy wystąp". W oddziałach najwięcej było ludzi młodych, byli też żołnierze, co przeszli kampanię wrześniową. Ale u wszystkich było poczucie odpowiedzialności. Po tych słowach kapitana jak sznurkiem pociągnął. Wystąpiło dużo żołnierzy. Między innymi i ja. Po wystąpieniu ochotników resztę pododdziałów odprowadzono do zajęć. Jak się okazało, najwięcej ochotników było z 7 kompanii. Oficerowie dokonali przeglądu broni, jaką kto posiadał, a szczególnie jej sprawności. A może się ktoś chce wycofać? Takiego przypadku nie było. Było nas ponad 80 ludzi, jak się okazało, dobrze uzbrojonych. Nad całością dowództwo objął kapitan "Siwy". Podzielono nas na dwa plutony po 40 ludzi. Dowódcą pierwszego plutonu był por. Witold Józefowski ps. "Miś", zastępcą porucznik Marian Osuch ps. "Sten", dowódcą drugiego plutonu - porucznik Mędrzycki ps. "Reder". Dowódcą całego oddziału był kpt. "Siwy". Oczywiście byli i dowódcy drużyn. Przeważnie byli to podchorążowie. Mnie przypadło być w pierwszym plutonie, którym dowodził por. "Miś". Resztę dnia już byliśmy zgrupowani, choć nie wiedzieliśmy, jakie zadanie nas czeka. Można się było domyślać, że coś się wydarzy. Nie pamiętam, jak to było z obiadem, bo kolacji nie było. Noc z 4 na 5 sierpnia 1944 roku utkwiła mi w pamięci. Kpt. "Siwy" informuje, jakie zadanie mamy wykonać. We wsi Ceber stacjonuje tabor niemiecki i około 50 żołnierzy obsługujących tabor. Taka wiadomość dodała nam ducha. Zdawało się, że to będzie łatwy kąsek. Wieczorem oddział wyszedł na pozycję wyjściową. Przed północą zatrzymaliśmy się na skraju lasu Malkowice. Kpt. "Siwy" dał rozkaz do natarcia. Pluton por. "Misia" miał za zadanie zdobyć wioskę i ubezpieczać drogę od szosy Iwaniska - Bogoria. Pluton "Redera" miał za zadanie atakować dwór. Tam były ulokowane tabory niemieckie.
Noc jest pogodna, idziemy po łąkach wzdłuż strumienia. Zbliżamy się na skraj wioski, zachowując ostrożność. Wreszcie niespodzianka. Padają serie z karabinów maszynowych. Na szczęście ponad głowami. Dowódca szybko ustala stanowiska, skąd padły strzały i w krótkim czasie zostają one zlikwidowane. Okazuje się, że tam jest większa siła. Ale nie ma odwrotu, przemy do przodu. Niemcy zacięcie się bronią. Ale nasze natarcie jest skuteczne, zdobywamy dom po domu. Z czasem obrona niemiecka słabnie, niektórzy podnosząc ręce do góry, poddają się. Pamiętam, że po zdobyciu jednego z domów weszliśmy do mieszkania i stwierdziliśmy, iż tu kwaterowała starszyzna. Zastaliśmy spore ilości papierosów, konserw i kilkadziesiąt butelek wina, jakieś papiery i maszynę do pisania. Ten widok skłonił do zabrania szczególnie papierosów, bo tego nam najbardziej brakowało. Ale i butelki z winem też kusiły. Lecz dowódca grupy, w której byłem, kategorycznie zabronił. Był to starszy wachmistrz podchorąży ps. "Lot". Sam wziął butelkę i każdemu podał tyle, aby zwilżyć zaschnięte usta. Papierosów można było zabrać dowolną ilość. Po opanowaniu wioski zbliżamy się w kierunku dworu. Tam też walka dobiega końca. Na placu, gdzie były ustawione wozy, nie było koni. Zmuszono jeńców niemieckich do przyprowadzenia koni i zaprzęgania do wozów. Nie do wszystkich wozów było co zaprzęgać. Jednak i tak zdobycz była bardzo cenna. Zdobyliśmy dużo broni, amunicji, środków opatrunkowych, dwie duże kuchnie polowe. Czas naglił, trzeba opuszczać wioskę. Zdobyto cenny tabor, ale i sporą grupę jeńców, których między innymi i mnie przypadło konwojować. Jak się okazało, to w Cebrze była znacznie większa siła niemiecka. Dzięki dobrze przygotowanej akcji nasz oddział odniósł zwycięstwo, ponosząc przy tym niewielkie straty. Było trzech rannych, dwóch ciężko, którzy następnego dnia zmarli. Trzeci przeżył. Był to Bronisław Pała ps. "Cis" z placówki Obrazów. Przerażający obraz pozostał w naszej pamięci, gdy tej nocy mieszkańcy Cebra opuszczali swoje domostwa w obawie przed represjami. Słońce było już wysoko, gdy doszliśmy do folwarku Antoniów, gdzie zatrzymaliśmy się na postój.
Uczestnik bitwy pod Cebrem por. Kazimierz Dominik "Korsarz"
Por. Kazimierz Dominik "Korsarz" - żołnierz Armii Krajowej. Odznaczony: Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski (21-12-1992), Krzyżem Partyzanckim (26-02-1986), Złotym Krzyżem Zasługi (10-06-1987), Medalem Zwycięstwa i Wolności (20-05-1976), Krzyżem Armii Krajowej (15-10-1985), Odznaką "Akcji Burza" (nr I/20/123), Odznaką I Pułku Szwoleżerów Józefa Piłsudskiego (nr 86/II 19-03-1984), Odznaką Weterana Walk o Niepodległość (1995), Odznaką Okręgu Radomsko-Kieleckiego (nr 1334), Honorową Odznaką Żołnierza AK Korpusu "Jodła" (15-08-1981). Urodzony 23 czerwca 1925 roku w Sandomierzu - zmarł 21 stycznia 2009 roku.Wspomnienia płk. "Siwego" Michała Mandziary

Poczty sztandarowy przy pomniku w Cebrze
Rok 1944 dla Armii Krajowej to okres najcięższych walk na obszarze całej Polski. Niemcy byli w pełnym odwrocie ścigani przez Armię Czerwoną. Polska przechodziła spod okupacji niemieckiej, pod drugą okupację - sowiecką. 22 lipca 1944r. dotarł do mnie rozkaz mobilizowania 2 p.p. Leg. na terenie powiatu sandomierskiego i opatowskiego do wykonywania akcji "Burza" w Kielecczyźnie.
Byłem wtedy zastępcą dowódcy pułku i na mnie głównie spadł ciężar przeprowadzenia mobilizacji. Dowódca 2pp. Leg. A.K. mjr Wiktorowski "Kruk" był to doświadczony oficer legionowy oddany sprawie, lecz wiek i słabe zdrowie utrudniały mu pracę w terenie. W czasie mobilizacji przyszło nam walczyć z Niemcami w okolicy Klimontów - Koprzywnica o utrzymanie rejonu koncentracji. Walką tą wspomagaliśmy Armię Czerwoną w utworzeniu przyczółka na Wiśle pod Baranowem i poszerzeniu go do Sandomierza. Zakończywszy mobilizację na tym terenie ruszyliśmy na tyły niemieckie w kierunku m. Bogoria i Gór Świętokrzyskich. W czasie tego marszu w rejonie m. Bogoria we wsi CEBER doszło do walki typowo partyzanckiej, którą tutaj opiszę. Od dnia 3 sierpnia 1944 r. 2pp. Leg. A.K. w składzie 3 batalionów (około 1.200 ludzi) stał na płn. zach. od Bogorii w miejscowościach: Niemierów d-two pułku i III Bat., Zbielutka I Bat., Jastrzębska Wola II Bat., Szumsko D-ca 2 Dyw., P. Leg. płk. A. Żółkiewski "Lin".
W dniu 4 sierpnia w godzinach popołudnowych w m. Niemirów dowiedziałem się, że we wsi CEBER, 5 km. na wschód od Niemirowa stoi tabor konny batalionu niemieckiego (ok. 50 ludzi, 20 wozów, kuchnie polowe, rusznikarnia polowa, wóz sanitarny. Ponieważ pułk nie miał dostatecznej ilości kuchni i sprzętu sanitarnego, postanowiłem wykonać wypad na ten tabor tym bardziej, że istniała też możliwość zdobycia broni i amunicji. Zdobycz wydawała się bardzo łatwa, mimo, że 2 km. na wschód od miejscowości CEBER szosą Staszów - Iwaniska szły prawie nieustannie kolumny niemieckich wojsk, wycofujących się przez Sandomierz - Lipnik - Bogorię - Iwaniska - Opatów.
Do dworu w m. CEBER pojechał kapelan 2pp. Leg. ks. "Szkarłatny Kwiat" z zadaniem zebrania dokładniejszych wiadomości o taborze i przyniesienie ostatnich z godzin przedwieczornych. Istniała możliwość, że na noc przyjdzie do Cebra batalion, do którego ten tabor należał. Do wypadu użyłem samych ochotników z III Bat., razem 84 ludzi dobrze uzbrojonych. Dla większości z nich miała to być pierwsza tego rodzaju walka. Zorganizowani zostali w dwa plutony po 40 ludzi każdy. Jeden pod dowództwem ppor. "Misia", drugi pod dowództwem ppor. "Redera". Przed zmrokiem wysłałem dwa patrole z zadaniem obserwacji dwóch dróg doprowadzających do Cebra od szosy Bogoria - Iwaniska.
Meldunki od patrolu miałem otrzymać o godz. 11.00 wieczorem na płn. skraju lasku przy strumieniu 1.5 km na południe od Cebra. W ciągu popołudnia, napłynęły dalsze wiadomości o Niemcach: w m. Dziewiątle, 3 km. na płn. od Cebra, stał na stanowiskach Dywizjon artylerii, w m. Łapna, Gorzków i Miłoszowice, na wschód od Cebra, stoją oddziały niemieckie a na szosie dość duży ruch samochodów. Mimo tych niepomyślnych wiadomości nie zmieniłem decyzji uderzenia na m. CEBER. O godz. 11.00 wieczór znaleźliśmy się w umówionym miejscu na skraju lasu Malkowice, na płd. od m. Ceber, przy strumieniu, gdzie otrzymałem meldunek od patrolu obserwującego m. Przyborowice. Z tego kierunku nikt nie szedł do wsi Ceber. Na szosie panował wielki ruch kolumn samochodowych nieprzyjaciela w kierunku na Iwaniska. Meldunku od patrolu, który miał obserwować wejście od Cebra w kierunku m. Gorzków - nie otrzymałem. Okazało się, że patrol zabłądził. Nie wiedziałem więc, co zastanę we wsi Ceber i nie było już czasu na bliższe rozpoznania, bo moglibyśmy niepotrzebnie zaalarmować Niemców.
Z szosy słychać hałas motorów. O godz. 11.30 wyruszamy z lasku po obu stronach strumienia: pluton "Misia" po zachodniej stronie z zadaniem uderzenia na wieś, przejście wsi i ubezpieczenia od północy i wschodu (droga do szosy); pluton "Redera" po wschodniej stronie strumienia z zadaniem uderzenia na dwór, zabrania taboru (specjalnie kuchnie, wóz sanitarny, wozy z bronią i amunicją) i wyprowadzenie go z Cebra.
Ja jestem z plutonem "Redera"
Maszerujemy przez łąki po wysokiej, mokrej trawie, noc jest piękna i jasna, ale nad łąkami niska mgła, trudno jest utrzymać łączność między plutonami. Prawie punktualnie o godz. 12.00 w nocy pluton "Misia" natknął się na ubezpieczenia nieprzyjaciela na skrzyżowaniu dróg na zachodnim skraju wsi. Niemcy otworzyli silny ogień z karabinów maszynowych. Za parę minut i pluton "Redera" dostaje ogień z broni maszynowej z zabudowań dworu - teraz cały południowy skraj wsi i dworu zieje ogniem, strzela kilkanaście karabinów maszynowych. Ale nic nam ten ogień nie szkodzi, bo idzie ponad głowami: widzimy tylko ogień u wylotu luf k. m. nieprzyjaciela i pociski smugowe i świecące. Ogień ten obserwuje dowódca pułku mjr. "Kruk I", spod m. Wierzbka. Odpowiadamy ogniem i idziemy naprzód mimo, że teraz siły ognia nieprzyjaciela, już wiem, że mam do czynienia nie tylko z taborem. W ciągu nocy musiał wejść do wsi jakiś oddział drogą, z kierunku m. Gorzków, skąd nie miałem wiadomości z powodu zabłądzenia patrolu. Mimo to nie rezygnuję z wykonania zamierzonego zadania. Kogoś ogarnęła panika, krzyczy "Wycofać się" - chwila zamieszania, które szybko opanowałem. Znowu idziemy naprzód. Dochodzimy do skraju wsi i dworu, ogień nieprzyjaciela słabnie, dochodzimy do głębokiego i szerokiego rowu z wodą, który nas oddziela od drogi wiejskiej i budynków wsi i mieszkalnych dworów (wieś jest rozbudowana tylko po płn. stronie drogi). Gospodarcze zabudowania dworu są na pagórku, z bramy tych zabudowań strzela wzdłuż drogi k.m. ukryty za dużym, murowanym filarem bramy. Niedaleko ode mnie pada pierwszy ranny ś. p. pchor. Adam Hamerski, mój serdeczny przyjaciel. Zaopiekowali się nim sanitariusze. Rozkazy moje i dowódcy plutonów: "Naprzód", "Skakać przez rów". - nic nie pomagają, żołnierze powtarzają "naprzód", ale nikt nie skacze. Celowniczy jednego r.k.m. próbuje wypłoszyć Niemców zza filaru bramy dworu, ale sam zostaje ciężko ranny. Widzę, że jeżeli nie uda się zlikwidować k.m. za filarem, to do wsi nie wejdziemy. Daję rozkaz "Rederowi" - Dwoma drużynami ponowić uderzenie na gospodarskie budynki dworu na pagórku, a sam, wybrawszy moment, kiedy k.m. za filarem przerwał ogień, przeskakuję rów i drogę: k.m. otwiera ogień o ułamek sekundy za późno, nietknięty wpadam w żywopłot dworu, obsługa k.m. pewnie myślała, że oberwałem... Ogrodem przez gazony podchodzę do bramy, do obsługi k.m., jestem 30 metrów od nich, widzę ich jak na dłoni, pociągam za spust p.m. Schmeissera... niewypał, repetuję... niewypał, lub iglica nie zbija...
Wracam na miejsce, gdzie przeskoczyłem rów i drogę i wołam, by mi podrzucili granat. Rzucają mi niemiecki z rączką: idę z nim na poprzednie miejsce, odbezpieczam i orientuję się, że granat jest źle złożony i w tej chwili bezskuteczny... wracam po raz drugi do drogi i wołam o granat obronny angielski - rzucają mi dwa, wracam pod filar i z odległości około 20 metrów rzucam granat "na szrapnel" - skutek doskonały, k.m. zamilkł, obsługa cała leży wybita. Pluton przeskakuje rów i drogę, już są w zabudowaniach i we dworze, ogień z zabudowań gospodarczych ucicha... dwie drużyny "Redera" też są już w zabudowaniach, słychać jeszcze pojedyncze strzały lub krótkie serie p.m. To nasi wybijają resztki Niemców. Jeden z podoficerów podchodzi do mnie i wręcza mi p.m. Schmeissera i pistolet P-38 ze słowami: To z obsługi k.m., którą Pan Kapitan wybił. To Pana zdobycz, (p.m. i P-38 służyły mi dobrze do końca naszych działań w ramach "BURZY"). Wieś i dwór całkowicie opanowane: wysyłam pościg za uciekającymi w pole Niemcami z ubezpieczeniem. Zabieramy się do zaprzęgania wozów i tu tragedia... bo nie ma ludzi znających uprząż niemiecką. Ale znajdujemy wyjście - będą zaprzęgać Niemcy wzięci do niewoli. Pierwszy "nie umie...": krewki pchor. Art. pakuje mu kulę w łeb: następni już umieją i spieszą się bardzo... Kontrolujemy zawartość wozów - skarby. Wóz sanitarny pełen sprzętu i opatrunków, wozy z amunicją, rusznikarnia i wiele broni maszynowej, moździerz i około 800 pocisków, kuchnie polowe i... wreszcie z plecakami - więc buty zapasowe, koce, bielizna. Chciałoby się wszystko zabrać, ale nie ma rady, trzeba część plecaków zostawić. Przybiega do mnie "Reder" z cygarem w ustach i 2 butelkami szamana, a więc jest czym "oblać" sukces. Chłopcy piją szampana i inne wina, ja wodę. Garściami pchają do kieszeni papierosy i cygara... trzeba ich odpędzać. Papierosy i cygara zabieramy dla reszty batalionu.
Ze wsi zabieramy ile możemy, podwód, na które ładujemy sprzęt sanitarny, amunicję i broń. Chłopcy dostali w zamian konie niemieckie i wozy. W ciągu 1/2 godziny wozy zostały rozebrane na kawałki i zniknęły z drogi. W Niedźwiedziu dowiaduję się, że Bat. III i D-two 2 p.p. Leg. A.K. odeszły z Niemirowa na zachód. Gdzie - nie wiem. Idziemy i my na zachód i znajdujemy dowódcę pułku i batalionu w małym folwarku Antoniów. Jest tam "Miś" ze swoim plutonem. Składam meldunek dowódcy pułku mjr. "Krukowi I" i równocześnie melduję swoje odejście do D-twa 2 p.p. Leg. A. K. na funkcję Szefa Sztabu. Gdy jemy śniadanie wpada do nas kpt. L. Torliński "Kret", który badał jeńców i woła: "Michał", czy ty wiesz, co tam było w CEBRZE? - Batalion (około 300-tu ludzi), który na noc przyszedł do swojego taboru... A więc wyjaśniła się zagadka silnego oporu Niemców i mego zabłąkanego patrolu. Ale może i dobrze się stało, że nie wiedzieliśmy o tym batalionie, bo uderzenie w sile 80 ludzi na batalion 300 ludzi - nie poszłoby tak śmiało, jak poszło na tabor... z "pięćdziesięcioma". Walka ta była jedną z najbardziej udanych walk 2pp. Leg. a na pewno była walką, która przyniosła największą zdobycz w sprzęcie i jeńcach.
Michał Mandziara "Siwy"
Pomnik żołnierzy Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich

W sierpniu 1944 roku stacjonowałem wraz ze swoim III bat 2 pp. Leg AK we wsi Niemierów, pełniąc funkcję adiutanta dowódcy III bat. kpt. "Pochmurnego". Dnia 4 sierpnia zostałem wezwany na odprawę do kpt. "Siwego" pełniącego funkcję zastępcy dowódcy 2 pp. Leg. AK. W czasie odprawy kpt. "Siwy" przedstawił plan uderzenia dwoma plutonami na wieś Ceber oraz na dwór w Cebrze, gdzie stacjonował duży tabor wojsk niemieckich, chroniony przez około 50 żołnierzy Wehrmachtu. Wyznaczony zostałem na dowódcę I plutonu uderzeniowego. W jego skład wchodziło 40 żołnierzy oraz mój zastępca, ppor. "Sten" Marian Osuch. Byli to w większości żołnierze zaprawieni w boju. Pluton został dobrze uzbrojony: dwa erkaemy, pistolety maszynowe, karabiny, granaty. Nastrój bardzo dobry, żołnierze są świeżo po stoczonej przed trzema dniami zwycięskiej walce z Niemcami w rejonie Koprzywnica-Klimontów. Około godziny 24 dochodzimy do północno-wschodniego pobrzeża wsi Ceber, to jest do podstawy wyjściowej, i ...w tym momencie pokrywa nas gęsty krzyżowy ogień. Daję rozkaz, by obsługa dwóch erkaemów położyła ogień na stanowiska KM-ów niemieckich. Podrywamy się do ataku. Mocno pochyleni, ruszamy tyralierą, dzieląc się na dwie grupy - każda z zadaniem błyskawicznego zlikwidowania granatami niemieckich stanowisk ogniowych. Atak przebiega pomyślnie: obrzucone granatami umocnienia niemieckie - milkną. Przebiegam obok wybitej obsługi niemieckiego KM-u. Przemy naprzód, wdzierając się do wsi.
Wreszcie po brawurowych akcjach naszych żołnierzy, około godziny 2 w nocy (jest już 5 sierpnia) opór Niemców pęka. Poddają się do niewoli całymi grupami. W brzasku nadchodzącego dnia spostrzegam wielu Niemców zabitych. Lustruję sprowadzonych jeńców niemieckich - jest ich ponad 30. Obok stodoły stoi duży wóz taborowy, a w nim złożona broń, przeważnie KM-y. Z lubością wyciągam jeden - jest to MG41. Żołnierze mojego plutonu wrzucają na wóz zdobyte przez siebie PM-y, karabiny, handgranaty. Wóz wypełnia się bronią. Jest już prawie widno. Żołnierz z II plutonu melduje, że z dużym łupem wycofują się. Postanawiam więc ściągnąć ubezpieczenia z kierunku Iwanisk. Pluton mój bierze do środka jeńców niemieckich oraz zdobyczny wóz taborowy z bronią, i w szyku bojowym opuszczamy Ceber. Około godziny 7 rano dobijamy wraz ze zdobyta bronią i jeńcami do Niemierowa. Nie sądzone nam jednak było odpocząć: trafiamy na moment przemieszczenia III batalionu z Niemierowa do folwarku Antoniów. Wygrana bitwa pod Cebrem był również dowodem, jak bezprzykładna odwaga i uparta wola zwycięstwa szeregowych żołnierzy AK decydowała o wygranej, nawet w niespodziewanie trudnych, niesprzyjających warunkach. Im, właśnie szeregowym żołnierzom AK, przypisuję pełną sławę zwycięzców w boju pod Ceberem.
Witold Józefowski "Miś"
Ppłk Witold Andrzej Józefowski "Miś" - żołnierz Armii Krajowej. Odznaczony Krzyżem Walecznych, Krzyżem Armii Krajowej, Medalem Wojska, Krzyżem Kampanii Wrześniowej, Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz innymi odznaczeniami. Pochowany na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie. Urodzony 17 kwietnia 1917 roku w Czerkasach - zmarł 19 czerwca 2008 roku w Warszawie.








